Pewnego marcowego poranka nadszedł list z więzienia.
Michel mógł dostać warunkowe zwolnienie.
Jeanne rozpłakała się, zanim jeszcze skończyła go czytać.
Camille natomiast przeczytała wyrok trzy razy.
Jeszcze nie całkowita wolność.
Ale uchylone drzwi.
Prawdziwe.
Nie drzwi do rezydencji.
Nie pozłacana klatka.
Proste, administracyjne, niedoskonałe, ale uczciwe drzwi.
Tego wieczoru jedli zupę porową i świeży chleb. Nic nadzwyczajnego. Mimo to Jeanne postawiła na stole trzy talerze, jakby Michel już tam był.
Camille jej nie poprawiała.
Niektóre nadzieje trzeba pielęgnować, zanim się ziszczą.
Miesiąc później Noémie zaprosiła Camille do swojego biura.
„Chciałam ci to dać” – powiedziała.
Wręczyła jej kopię prawomocnego wyroku w sprawie Armanda.
Camille przeczytała linijki.
Termin minął.
Dzieci nie zostały uznane.
Żadne warunki nie zostały spełnione.
Majątek, którym objęto rozporządzenie Éléonore de Vauclair, nie trafi do Armanda.
Część zostanie przekazana regionalnej fundacji rolniczej. Część przypadnie wyznaczonym spadkobiercom.
Armand stracił.
Nie wszystko.
Ale to, czego pragnął tak bardzo, że ukradł komuś życie.
Camille położyła dokumenty na kolanach.