Mariana wyszeptała twoje imię.
„Jestem tutaj” – powiedziałeś.
„Powiedzą, że to ja zacząłem.”
„Wiem.”
„Powiedzą, że jestem zazdrosna.”
„Wiem.”
„Powiedzą, że jestem szalona.”
Przysunęłaś się bliżej. „Wtedy zmusimy ich, żeby to przyznali pod przysięgą.”
Jej oczy napełniły się łzami.
Latami Mariana błagała cię, żebyś nie wtrącała się. Mówiła ci, że Rodrigo jest zestresowany, Beatriz jest staroświecka, małżeństwo skomplikowane, a z zewnątrz wszystko zawsze wygląda gorzej. Słuchałaś jej bardziej, niż powinnaś, bo była twoją córką, a dorosłe kobiety czasami muszą same dojść do drzwi.
Ale tym razem Rodrigo zaprowadził ją na skraj śmierci i zostawił w terminalu jak niechciany bagaż.
Drzwi się otworzyły.
Przechodziłaś.
W szpitalu lekarze działali szybko. Stłuczone żebra. Złamany nadgarstek. Krwotok wewnętrzny wymagający natychmiastowej interwencji. Rany, obrzęk i ślady na ramionach świadczące o tym, że była unieruchomiona.
Każde zdanie wypowiedziane przez lekarza było kolejnym gwoździem do trumny Rodriga.