Wiedziałaś, o który dom jej chodzi.
Dom Salazara.
Jej dom.
Miejsce ataku w Wigilię.
Powoli osuszyłaś ręce.
„Jesteś pewien?”
„Tak.”
Skinąłeś głową. „To sprzedaj to.”
Wypuściła powietrze, jakby od miesięcy nosiła się z tą decyzją.
„Myślałem, że muszę to zatrzymać, żeby udowodnić, że to moje.”
Podszedłeś bliżej. „Nie musisz żyć w ukryciu.”
Jej oczy się zaszkliły.
„Chcę przeznaczyć te pieniądze na coś innego.”
„Co?”
„Fundusz prawny. Dla kobiet, które potrzebują pomocy w odejściu, ale nie stać ich na prawników. I może na pokoje hotelowe na ostry dyżur. Transport. Badania lekarskie. Takie rzeczy.”
Gardło ci się ścisnęło.
Przez prawie trzydzieści lat prowadziłeś sprawy, gdy już doszło do krzywdy. Nauczyłeś się, że prawo jest potężne, ale często za późno. Mariana myślała o mostach przed upadkiem.
Twoja córka nie tylko przeżyła.
Budowała wyjścia z sytuacji.