Podpisałeś to, co należało podpisać. Zadzwoniłeś do jednostki ds. ofiar. Zadzwoniłeś do swojej dawnej koleżanki z biura prokuratora generalnego, Patricii Rivas, która wciąż była ci winna trzy przysługi i szanowała cię na tyle, by nie zadawać zbędnych pytań.
Kiedy Patricia odebrała, jej głos był senny.
Potem powiedziałeś imię Mariany.
W ciągu sekundy całkowicie się rozbudziła.
„Czego potrzebujesz?” zapytała.
„Nakazu sądowego. Wsparcia w poszukiwaniach. Zaświadczenia lekarskiego. Zgromadzenia dowodów cyfrowych. I potrzebuję, żeby dom był strzeżony, zanim go posprzątają”.
Zapadła cisza.
„Tereso” – powiedziała Patricia – „jesteś pewna, że chcesz wrócić do tego świata?”
Patrzyłeś przez szybę na Marianę leżącą pod białymi szpitalnymi lampami, z opuchniętą twarzą, z rozciętą świąteczną sukienką włożoną do worka na dowody.
„Nie” – powiedziałeś. „Chcę spalić za nimi drogę”.
O 8:10 rano funkcjonariusz był już na posterunku przed szpitalnym pokojem Mariany.
O 8:40 złożono pierwszy oficjalny raport.
O 9:15 jednostka policji była już przed domem Salazarów w Las Lomas, obserwując każdy ruch.
A w środku tego domu Rodrigo wciąż wierzył, że wygrał.
Nie miał pojęcia, że siedzisz na szpitalnym korytarzu i wykonujesz telefony, które mogłyby zrujnować całą jego rodzinę przed lunchem.
O 10:03 zadzwonił twój telefon.
Rodrigo.