Rodrigo warknął: „Bo narobiła bałaganu”.
Każdy funkcjonariusz w wejściu to słyszał.
Valeria też.
Wzdrygnęła się, jakby słowa ją dotknęły.
Odwróciłaś się w stronę stołu w jadalni i zobaczyłaś puste krzesło obok Rodriga. Na talerzu leżała złożona czerwona serwetka. Ktoś już położył tam wizytówkę.
Valeria.
Nie Mariana.
Podeszłaś powoli do stołu. Nikt cię nie zatrzymał. Podniosłaś wizytówkę i trzymałaś ją w dwóch palcach.
„Nie mogłaś się doczekać, aż siniaki znikną”.
Twarz Rodriga stwardniała. „Moje małżeństwo skończyło się na długo przed wczoraj”.
„Więc powinnaś była podpisać papiery rozwodowe, a nie używać kija golfowego”.
Beatriz krzyknęła: „Kłamczucha!”.
Gosposia w korytarzu zaczęła płakać.
Odwróciłaś się w jej stronę.
Wyglądała na przerażoną, ręce drżały jej na ściereczce.
„Jak masz na imię?” Zapytałeś.
„Rosa” – wyszeptała.
Beatriz warknęła: „Rosa, idź do kuchni”.
„Nie” – powiedziała Patricia. „Rosa zostaje”.
Spojrzałeś na kobietę łagodnie. „Widziałeś, co się stało zeszłej nocy?”
Wzrok Rosy powędrował w stronę Rodriga.
Uśmiechnął się do niej.
Nieżyczliwie.