„Zanim pokroimy tort, myślę, że twój syn zasługuje na to, żeby wiedzieć, dlaczego jego ojciec pochował kogoś żywcem, żeby uchodzić za ojca rodziny…”
Notariusz, który nam towarzyszył, zrobił krok naprzód.
Tak.
Notariusz.
Bo Serge zawsze wierzył, że za pieniądze można kupić milczenie, ale zapomniał, że we Francji, podczas gdy stare rodziny potrafią kłamać latami, poświadczone notarialnie dokumenty zawsze mówią prawdę.
„Panie Serge Delmas” – powiedział spokojnie mężczyzna – „jestem Maître Étienne Valcourt. Działam jako przedstawiciel prawny pana Adriena Delmasa”.
Imię uderzyło w ogród jak wystrzał z pistoletu.
Adrien.
Starszy brat.
Pierworodny.
Ten, który według rodziny zginął w wypadku samochodowym na małej drodze w Burgundii, pewnego deszczowego wieczoru, między winnicami a kamiennymi murami.
Podczas mojego ślubu zadałem o nim tylko jedno pytanie.
Serge ścisnął mnie za nadgarstek tak mocno, że zostawił ślad.
„W tym domu nie rozmawia się o zmarłych” – powiedział.
A ja posłuchałam.
Jak posłuchałam tylu innych rzeczy.