Spojrzałam przed siebie.
Poranek pachniał ciepłym kamieniem, kawą, wilgotną ziemią i nadzieją.
„Chcę żyć bez konieczności tłumaczenia, dlaczego zasługuję na szacunek”.
Uśmiechnął się.
„To dobry początek”.
„I chcę domu z roślinami. Mnóstwem roślin”.
Ci, którzy przetrwają, nawet gdy nikt w nich nie wierzy.
— Jak ty.
Spojrzałam na niego.
— Jak ja.
Mathis dorastał, znając jego prawdę.