Bez syren.
Bez teatralnej sceny.
Tylko dwóch dyskretnych mężczyzn, którzy czekali na zewnątrz na okazanie dokumentów.
„Złożono skargę na fałszerstwo, porwanie, znęcanie się nad osobą bezbronną, oszustwo spadkowe i fałszowanie dokumentów administracyjnych” – powiedział notariusz. „Wszczęte zostanie również postępowanie w sprawie tożsamości dziecka”.
Serge rozejrzał się.
Rozglądał się za sprzymierzeńcami.
Zastał gości filmujących.
Kuzyni się cofali.
Jego matka siedziała tam, wyglądając na dwadzieścia lat starszą.
Camille, chroniąca dziecko, którego nie mógł już traktować jak trofeum.
I ja.
Wstając.
Bez drżenia.
„To ty to zrobiłeś” – warknął.
„Nie, Serge. Otworzyłem tylko okiennice. To, co się pojawiło, było już w twoim domu”.
Podszedł policjant.
„Panie Delmas, musi pan iść z nami”.
Serge wybuchnął suchym śmiechem.
„U mnie w domu? Przychodzisz mnie aresztować w moim własnym domu?”
Adrien uniósł testament.