„Są tu trzy rzeczy, Serge. Pierwsza to moje prawdziwe wyniki badań lekarskich”.
Mrugnął powoli.
„Louise, nie rób z siebie idiotki”.
„Robiłaś to dla mnie już od siedmiu lat”.
Otworzyłam kopertę i wyjęłam dokumenty.
„Kiedy się ze mną rozwiodłeś, użyłeś fałszywej diagnozy, żeby powiedzieć, że jestem bezpłodna. Pozwoliłeś swojej matce nazywać mnie pustą kobietą przed całą twoją rodziną. Pozwoliłeś swoim przyjaciołom patrzeć na mnie, jakby moje ciało było hańbą. Ale te badania, zrobione w Paryżu, a potem potwierdzone w Lyonie, mówią co innego”.
Madame Hélène zacisnęła usta.
„Możesz sprawić, żeby w dokumentach było napisane wszystko”.
Spojrzałem jej prosto w oczy.
„Dokładnie. Powinieneś to wiedzieć”.
Serge zrobił krok w moją stronę.
Adrien stanął przed nim.
„Nawet o tym nie myśl”.
To upokorzyło Serge’a bardziej niż moje słowa.
Bo Serge potrafił mną gardzić.
Mógł zaprosić mnie na przyjęcie, żeby paradować ze mną jak ze złamaną kobietą.
Mógł rozśmieszyć swoją rodzinę z moich obrażeń.
Ale nie potrafił patrzeć na Adriena, nie pamiętając, co mu zrobił.
Mistrz Valcourt otworzył czarną teczkę.
„Druga rzecz to test genetyczny. Małoletni Mathis Delmas nie jest biologicznym synem Serge’a Delmasa”.
Camille wydała zduszony okrzyk.
Cały ogród wstrzymał oddech.
Nawet dziecko zamarło.