A ja urodziłam własne życie.
Zaprosili mnie na przyjęcie, żeby zobaczyć mój upadek.
I przybyłam ręka w rękę z martwym człowiekiem, który nie umarł.
Od tamtego dnia zrozumiałam jedno.
Są ludzie, którzy chowają prawdę, wierząc, że ziemia im posłuszna.
Ale prawda we Francji jest jak winorośl.
Nawet przycinana.
Nawet deptana.
Nawet zapomniana przez całą zimę.
Pewnego dnia odrasta.
I znów wznosi się ku światłu.