„To nie twoje! Nosi moje imię!”
Camille spojrzała na niego po raz pierwszy bez strachu.
„Twoje imię to kolejne kłamstwo”.
Policja go zabrała.
Muzyka nie zabrzmiała ponownie.
Nikt nie prosił o ciasto.
Goście zaczęli wychodzić małymi grupkami, szepcząc, niosąc skandal jak ciepły chleb pod pachą. Kilka kobiet, które patrzyły na mnie z litością, przeszło obok, nie śmiąc na mnie spojrzeć.
Nie obchodziło mnie to.
W przeszłości oczekiwałabym przeprosin.
Tego dnia zrozumiałam, że nie potrzebuję przebaczenia tych, którzy oklaskiwali mój wstyd.
Madame Hélène podeszła do Adriena.
„Mój synu…”
Uniósł rękę.
„Nie”.
Tylko jedno słowo.
Dosyć.
„Wiedziałeś, że żyję”.
Płakała.
„Myślałem, że robię to, co najlepsze dla wszystkich”.