Nie do Rafaela.
„Kto tam?” zapytał szorstko mój ojciec.
Camille zadrżała.
„Nie wiem…”
„Nie wiesz, czy nigdy nie chciałaś wiedzieć?” zapytałem.
Przyłożyła dłoń do czoła.
„Nie do końca pamiętam”.
„Pamięć jest przydatna, kiedy chroni to, na co wolałbyś nie patrzeć”.
Moja mama w końcu wstała.
„Valérie, wystarczy. Jest w ciąży”.
Powoli odwróciłem głowę w jej stronę.
„Też byłem zdruzgotany, mamo. Ale najwyraźniej to nie wystarczyło, żebyś wstała”.
Zbladła.
Mój ojciec spuścił wzrok.
Po raz pierwszy tego popołudnia wyglądał na zawstydzonego.
Raphaël niemal wyrwał papiery z rąk Camille.
Przejrzał je szybko.
Potem zamarł.
Mina mu zrzedła.
Nie dlatego, że cierpiał z mojego powodu.
Nie dlatego, że w końcu zrozumiał, co zrobił.
Ale dlatego, że jego nagroda właśnie wymknęła mu się z rąk.
„Więc to wszystko…” mruknął.