Zdania o samotności, słabości, zagubieniu.
I to ohydne zdanie, powtarzane na dwa różne sposoby:
„Po prostu się stało”.
Taka zdrada nigdy nie zdarza się „tak po prostu”.
Rośnie w ciszy.
Żywi się spojrzeniami, których myślimy, że nie widzimy.
Czeka na odpowiedni moment.
Wtedy myśli, że jest nietykalna.
Pojechałam do mojej najlepszej przyjaciółki, Juliette, do Villeurbanne. Złożyłam pozew o rozwód. Przestałam odbierać telefony od rodziny.
Aż do dnia, w którym mama zostawiła mi wiadomość głosową.
Jej głos lekko drżał.
„Camille jest zdruzgotana”.
Zdruzgotana.
Jakby stłukła talerz.
Jakby spóźniła się na pociąg.
Jakby nie zniszczyła małżeństwa własnej siostry.
Kiedy w końcu oddzwoniłam, mama mówiła cichym, powolnym, ostrożnym głosem… głosem matki, która już wie, że wybrała złą drogę, ale wciąż ma nadzieję, że nikt tego nie zauważy.
„Wróciła do domu z płaczem, Valérie. Mówi, że to był błąd. Wiesz… ludzie popełniają błędy”.
Zamknęłam oczy.
„Wiedziałaś?”
Cisza wypełniła powietrze.
Głęboka cisza.
Potworna.