Zaczął drżeć.
„Nie…”
Skrzyżowałam ramiona.
„Tak”.
Czytał dalej.
„Nie możesz tego zrobić”.
„To już zrobione”.
„Dom…”
Jego głos załamał się.
„Ten dom nie jest twój, Raphaël”.
Spojrzał na mnie czerwonymi oczami.
„Mieszkaliśmy tam razem”.
„Mieszkanie w jakimś miejscu nie czyni go twoim”.
Zwróciłem się następnie do wszystkich obecnych.
„Ten dom w Tassin-la-Demi-Lune, ten, do którego wprowadziła się Camille ze swoimi kartonami, ten, w którym Raphaël obiecał jej pokój dla dziecka, kupiłem przed ślubem. Za pieniądze z polisy na życie mojej babci. Akt własności jest tylko na moje nazwisko. To moja własność”.
Mój ojciec zamknął oczy.
Zrozumiał.