Camille nie odpowiedziała.
Jej wzrok raz po raz przeskakiwał po stronie, jakby słowa miały się zmienić, gdyby przeczytała je wystarczająco szybko.
Potem spojrzała na Raphaëla.
A potem na mnie.
„Nie…” mruknęła. „Nie, to niemożliwe…”
Lekko przechyliłam głowę.
„Przeczytaj zaznaczony fragment”.
Jego usta poruszały się bezgłośnie.
Tym razem całe jego ciało opadło na fotel. Jedną ręką zakrył usta. Drugą ściskał kartkę papieru tak mocno, że się zgniotła.
Mój ojciec zrobił krok.
„O co chodzi?”
Nawet na niego nie spojrzałam.
Mój wzrok był utkwiony w Rafaelu.
Bo ta pierwsza kartka była dopiero początkiem.
A druga miała ujawnić, jak bardzo kłamał.
CZĘŚĆ 2
Camille drżała.
Jej palce zbielały wokół zmiętego papieru. Balony nad nią poruszały się delikatnie, popychane przez grzejnik w salonie, jakby pokój wciąż udawał wesoły nastrój.
Mój ojciec podszedł.
„Camille, powiedz nam, co tam jest napisane”.
Pokręciła głową.
Jej wzrok był pusty.
Potem Rafael przemówił za nią.