Z moim mężem.
Owiniętą w prześcieradło, które wyprałam tego samego ranka.
Jabłka spadły jako pierwsze.
Toczyły się po podłodze, jedno po drugim, z cichym, wręcz absurdalnym dźwiękiem.
To ten dźwięk sprawił, że się przewróciły.
Nie moja obecność.
Nie mój ból.
Jabłka toczące się po podłodze.
„Valerie…” wyjąkał Raphaël, podciągając prześcieradło do pasa. „Wróciłaś wcześniej”.
Camille spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami.
Żadnego wstydu.
Żadnych wyrzutów sumienia.
Tylko panika, że zostałam odkryta zbyt wcześnie.
„Wynoś się” – wyszeptałam.
Mój głos nawet nie brzmiał już jak mój.
Raphaël postawił jedną stopę na podłodze.
„Daj mi wyjaśnić, proszę”.
Poczułam, jak coś rozdziera mi pierś.
„WYPADAJ!”
Tym razem mój głos roztrzaskał się o ściany.
Tej nocy siedziałam na zimnych kuchennych płytkach, otoczona połamanymi ramkami naszych zdjęć ślubnych. Szkło wokół mnie lśniło jak lód. Mój telefon migał bez przerwy.
Raphaël pisał SMS-y.
Camille pisała SMS-y.
Długie wiadomości.
Przeprosiny.