Głos Jennifer znów odbił się echem, zachowując słodki ton, ale słyszałam w nim ukryte ostrze. „Jestem absolutnie pewna, że pani Mary ma mnóstwo myśli, którymi chętnie podzieliłaby się z publicznością”.
Mary spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami z nagłą, narastającą paniką.
„Dam sobie radę” – wyszeptała, a jej głos lekko drżał.
Wstała z krzesła. Jej ruchy były boleśnie powolne, stawy sztywne od toksyn we krwi, ale odchyliła ramiona do tyłu. Patrzyłam, jak Jennifer odchyla głowę od sceny, a jej wzrok natychmiast spuszcza się na czubek głowy Mary.
A potem, nonszalancko pochylając się do mikrofonu, Jennifer upewniła się, że stoliki najbliżej sceny usłyszą jej kolejną myśl.
„Właściwie umierałam z ciekawości” – zachichotała Jennifer lekkim, szyderczym dźwiękiem. „W tej brutalnej wilgotności oceanu… czy twoje włosy nie przyprawiają cię o pocenie się?”
Spomiędzy stolików VIP-ów dobiegły stłumione chichoty.
Krew dudniła mi w uszach. Ścisnęłam krawędź nakrytego lnem stołu tak mocno, że drewniany spód roztrzaskał mi się w kciuk. Mary się nie zatrzymała. Szła dalej, prosto w pluton egzekucyjny, a ja z przerażeniem uświadomiłam sobie, że tortury psychiczne dopiero się zaczynają.
Rozdział 3: Najokrutniejszy żart
Mary pokonywała dystans do sceny, stawiając bolesny krok po kroku. Tempo było lodowate, ale jej determinacja była wykuta z żelaza. Gdy pokonywała trzy krótkie, drewniane schody, agresywne, nieosłonięte światła sceniczne padały na jej bladą, niebieską sukienkę, oświetlając ją ostrym, bezlitosnym blaskiem.