Szybko skinęłam głową. Przy ołtarzu Jennifer skuliła się z trójką swoich druhen. Rozglądali się po sali, osądzając bukiety kwiatów i gości drapieżnym wzrokiem. Jedna z kobiet w różowej sukience szturchnęła Jennifer, pochylając się, by szepnąć jej coś prosto do ucha, jednocześnie bezczelnie wpatrując się w nasz rząd.
Jennifer gwałtownie obróciła się w naszą stronę. Jej wzrok powędrował po tłumie i wylądował ciężko na włosach Mary. Wpatrywała się o trzy sekundy za długo.
Potem się uśmiechnęła.
To nie było powitanie. To nie było uprzejme. To był zimny, wyrachowany uśmiech snajpera, który właśnie znalazł cel na celowniku. Szczegół został zapisany, słaby punkt zidentyfikowany, gotowy do wykorzystania jako broń dla późniejszej rozrywki.
Zimny strach ścisnął mnie w żołądku. Nie znałam jeszcze dokładnych parametrów zasadzki, ale mój instynkt krzyczał.
Rozdział 2: Tchórz w barze
Ceremonia rozpoczęła się mniej więcej dwadzieścia minut później. Rozległy tłum rozsiadł się na wyznaczonych, aksamitnych krzesłach. Kwartet smyczkowy, stojący w pobliżu zadbanego ogrodu, zaczął wylewać klasyczny utwór. Każdy zakątek wydarzenia został agresywnie wyreżyserowany, przypominając raczej jałową rozkładówkę w magazynie ślubnym niż związek dwóch dusz.