„Och, czekaj! Naprawdę myślę, że powinniście tu zostać, żeby zrobić zdjęcie” – oznajmiła Jennifer, a jej głos dudnił z głośników.
Mary zamarła. Jennifer objęła Mary za delikatne ramiona, skutecznie unieruchamiając ją w oślepiającym blasku reflektorów.
„Naprawdę tu duszno, prawda?” – oznajmiła Jennifer, rzucając teatralne spojrzenie na sufit. „Morska bryza dosłownie smaga wszystko dookoła”.
Kilku posłusznych gości zachichotało nerwowo.
Jennifer uniosła wolną rękę w kierunku czubka głowy Mary, naśladując ruch, jakim odgarnia niesforne włosy. „Proszę, Mary, pozwól, że ci to naprawię…”
Stało się to z przerażającą, płynną prędkością.
Widziałam, jak palce Jennifer wbijają się w syntetyczne włókna u podstawy czaszki Mary. Poczułam ostre, agresywne szarpnięcie w dół, a zaraz potem gwałtowne pociągnięcie w górę.
Guma do żucia oderwała się od skóry głowy Mary z obrzydliwym dźwiękiem „shhhk”. Ciemnobrązowa peruka całkowicie się oderwała.
Jennifer nie pozwoliła jej spaść. Trzymała rękę uniesioną w górze, trzymając perukę niczym groteskowe trofeum.
Sala balowa pogrążyła się w próżni absolutnej ciszy. Światła sceny bezlitośnie biły w odsłoniętą głowę Mary. Rzadkie, delikatne pasma siwiejącego meszku. Gniewne, czerwone tarcie paliło koronkowy przód. Niezaprzeczalna, geograficzna mapa kobiety walczącej na śmierć i życie z rakiem. Wszystko to zostało obnażone, natychmiast ukazane setkom wpatrzonych oczu.
Ciało Mary całkowicie zesztywniało. Jej dłonie pozostały splecione na brzuchu, dokładnie tam, gdzie były, gdy trzymała mikrofon. Nie krzyknęła. Nie rzuciła się, by zakryć nagą skórę głowy dłońmi. Po prostu stała tam, sparaliżowana oślepiającym światłem, pozbawiona zbroi.
Przez trzy sekundy sala nie mogła pojąć, co się stało.