Jennifer sunęła wzdłuż nawy. Lucas czekał obok urzędnika. Rzuciłam ukradkowe spojrzenie na Mary. Przyglądała się naszemu synowi z intensywnością, która rozdzierała mi serce, a w jej oczach lśniła szklista, nieskrywana duma. W delikatnym popołudniowym świetle zapadnięte policzki zdawały się znikać, a ja dostrzegłam żywy obraz pełnej życia, niepokonanej kobiety, którą poślubiłam czterdzieści lat temu – kobiety, która twardo wierzyła, że krew i rodzina to najlepsza tarcza przed okrucieństwem świata.
Przysięga małżeńska została przyspieszona. Obietnice szeptano do mikrofonów. Tłum wybuchnął brawami, a popłynęła nowa fala szampana.
Przeszliśmy na przyjęcie weselne. Ogromne okrągłe stoły stały wzdłuż rozległego tekowego balkonu z widokiem na Atlantyk. Zachodzące słońce rozlewało się po wodzie, malując niebo w jaskrawych odcieniach sinego fioletu i płynnego złota. To było takie oświetlenie, które oszukuje ludzki mózg, sprawiając, że wierzy, iż jest świadkiem idealnej, nieskazitelnej rzeczywistości.
Ale moje oczy, wyszkolone w wojsku, wpatrywały się w pęknięcia w fasadzie.
Jennif