Wiosną wróciliśmy na cmentarz w Rocamadour.
Grób nigdy nie był miejscem spoczynku Claire.
Pozostał pusty.
Na jego miejscu posadziłem biały krzak róży.
Claire stała przed nim z córką na rękach.
Wiatr delikatnie rozwiewał jej włosy.
„Myślałam, że tam umrę” – wyszeptała.
Wziąłem ją za rękę.
„Pukałaś”.
Spojrzała na mnie.
„Nie wiedziałam, czy ktoś usłyszy”.
Jeanne poruszyła się w jej stronę.
Claire spuściła wzrok na córkę.
„Dodała mi siły”.
Uśmiechnąłem się przez łzy.
„Nie, moja córko. To ty otworzyłaś jej drogę”.
Tego dnia w oddali zadzwoniły dzwony kościelne.
Nie na pogrzeb.
Na chrzest.