„Matko Boska…”
„Może nie chce odejść”.
Julien zbladł.
Po raz pierwszy od szpitala dostrzegłam strach w oczach syna.
„No to kop tutaj!” warknął. „Dokończmy to”.
Odwróciłam się do niego.
„Dokończyć?”
Zacisnął szczękę.
„Mamo, nie zaczynaj”.
A potem to usłyszałam.
Pukanie.
Słabe.
Jak dotyk opuszki palca na drewnie.
Krew mi zmroziła krew.
Wszystkie głosy wokół mnie ucichły.
Potem rozległo się drugie pukanie.