A teraz chciał ją pochować, zanim ktokolwiek zobaczy jej twarz.
Na cmentarzu w Rocamadour wiatr szumiał w cyprysach.
Dzwony kościelne dzwoniły powoli.
Kobiety z wioski żegnały się.
Mężczyźni mamrotali pod nosem.
Ksiądz rozpoczął modlitwę.
Julien stał przy trumnie, wyprostowany, blady i niecierpliwy.
Obserwowałem jego dłonie.
Nie drżały.
Wtedy niosący trumnę podeszli bliżej.
Czterech silnych mężczyzn wsunęło ręce pod uchwyty.
„Raz, dwa, trzy”.
Nic.
Trumna się nie poruszyła.
Ani trochę.
Jeden z mężczyzn zaklął pod nosem.
„Czy ona utknęła?”
Spróbowali ponownie.
Nic.
Wezwano kolejnych czterech mężczyzn.
Ośmiu mężczyzn stało wokół białej trumny, ich twarze były czerwone z wysiłku w zimnym listopadowym słońcu.
Wciąż nic.
Trumna pozostała na swoim miejscu.
Przygwożdżona do ziemi.
Jakby sama ziemia odmówiła jej przyjęcia.
W tłumie rozległy się szepty.
„To
To nie jest normalne”.
„Mam wrażenie, że waży tonę”.