Podeszłam do Sarah. Wyglądała teraz na małą, uwięzioną w swojej absurdalnej, poplamionej sukience.
„Zapłaciłam za koronkę, którą ciągnęłaś po podłodze” – powiedziałam, wskazując na rąbek. „Zapłaciłam za ołtarz, przy którym stałaś i kłamałaś. Zapłaciłam nawet za diamenty na twojej szyi”.
Pochyliłam się, pozwalając jej zobaczyć ogień w moich oczach.
„Nazwałeś mnie »zgorzkniałą starą panną«. Nazwałeś mnie »nieudacznikiem«. Ale nie wiedziałeś, że pijesz moje wino, stoisz na mojej wyspie i tańczysz za moje pieniądze”.
Odwróciłam się z powrotem do Marcusa.
„Moja córka natychmiast potrzebuje śmigłowca ewakuacji medycznej. A co do tych ludzi…” – wskazałam na rodziców i Sarę. „To intruzi. Zabierzcie ich ze strefy VIP”.
„Eleno!” – jęknęła mama, wyciągając do mnie rękę. „Ty… ty jesteś miliarderką?”
„Jestem” – powiedziałam. „I jesteś skończona”.
Rozdział 5: Eksmisja z raju
Rytmiczny stukot śmigieł śmigłowców medycznych przecinał nocne powietrze. Śmigłowiec wylądował na prywatnym lądowisku, wzbijając piasek i wzbijając wiatr.
Ratownicy medyczni oblegali taras, z delikatną sprawnością przenosząc Mię na nosze. Podłączyli jej kroplówkę i unieruchomili rękę. Trzymałam ją za zdrową dłoń, szepcząc obietnice, że wszystko będzie dobrze.
Gdy zbliżałyśmy się do helikoptera, rozległ się krzyk.
„Eleno! Zaczekaj! Proszę!”
Moja mama wyrwała się z oszołomionego tłumu i pobiegła po trawie, jej obcasy zapadały się w murawę, przez co się potknęła. Ojciec i Sarah szli tuż za nią, otoczeni przez ochroniarzy, którzy wyprowadzali ich z budynków ośrodka.
„Eleno, kochanie!” – wysapała mama, chwytając mnie za rękaw sukienki. Jej oczy były szeroko otwarte, zdesperowane i wyrachowane. „Nie wiedzieliśmy! Czemu nam nie powiedziałaś? O mój Boże, jesteśmy z ciebie tacy dumni! Fundusz hedgingowy! Zawsze wiedziałam, że jesteś wyjątkowa!”