„Świetnie” – warknęła Sarah. „Teraz zdjęcia też są zrujnowane. Niech ktoś wyjmie tego bachora z kadru”.
Rozdział 3: Okrutni wspólnicy
Wściekłość to dziwna rzecz. Zwykle pali. Sprawia, że krzyczysz i miotasz się. Ale ta wściekłość? Ta była zimna. Była absolutna. Zamroziła moją krew w lód i wyostrzyła mój umysł w broń.
„Krwawi!” krzyknęłam do nich. „Ma złamaną rękę! Ma uraz głowy! Ratunku!”
Moja mama pojawiła się przy balustradzie obok Sary. Spodziewałam się, że wpadnie w panikę. Spodziewałam się, że włączy się u niej instynkt babci.
Zamiast tego pochyliła się i syknęła: „Ciszej, Eleno! Robisz awanturę! Chcesz, żeby wszyscy myśleli, że jesteśmy śmieciami?”
„Spadła z balkonu!” krzyknęłam, rozrywając brzeg mojej drogiej sukienki, żeby przycisnąć go do rozcięcia na czole Mii.
„Bo jest niezdarna!” odparła mama. „Zupełnie jak ty. Ciągle psuje życie swojej siostrze. Spójrz na Sarę! Jej sukienka jest poplamiona przez twoje niegrzeczne dziecko!”
Dołączył do nich mój ojciec, z twarzą siną z wysiłku. Spojrzał na wnuczkę zwijającą się z bólu na żwirze.
„Och, na litość boską!” warknął. „Przestań tak dramatyzować, Eleno. Nic jej nie jest. To tylko krótki skok. Ona po prostu płacze, żeby zwrócić na siebie uwagę. Podnieś ją, otrzep z kurzu i zanieś z powrotem do pokoju. Musimy pokroić tort.”
„Nie jest z nią dobrze!” szlochałam, patrząc na krew przesiąkającą jedwabną szmatkę. „Greg! Greg, proszę! Zadzwoń po wyspiarskie służby medyczne! Masz radio!”
Greg, pan młody, mężczyzna, który miał być „żywicielem”, spojrzał na mnie z góry. Spojrzał na swoją żonę, która patrzyła na niego gniewnie, prowokując go do pomocy. Spojrzał na swojego teścia.
Dokonał wyboru.
Odwrócił się do nas plecami. Podniósł kieliszek z winem.