Sara była pijana. Nie czule podchmielona, ale wręcz pijana. Trzymała kieliszek czerwonego wina w jednej ręce, a drugą opanowywała kilometry koronki, które ciągnęły się za nią. Wirowała w środku podłogi, domagając się, by wszystkie oczy były zwrócone na nią.
Mia bawiła się na skraju górnego piętra. Znalazła przyjaciółkę – córkę jednego z drużbów Grega – i grali w cichego berka, lawirując między stolikami.
„Uważaj, Mia!” Zawołałam z mojego stolika w rogu – stolika dla „odrzuconych”, przy którym posadzono mnie z dalekimi kuzynami i asystentką konsultantki ślubnej.
Mia roześmiała się i odwróciła, by pobiec z powrotem w moją stronę.
Nie widziała sukni.
Sarah zatrzymała się, żeby zrobić sobie selfie, rozkładając tren na podłodze niczym paw. Mia, zerkając przez ramię na przyjaciółkę, wbiegła prosto w masę materiału.
Jej sandał zaplątał się w delikatną, ręcznie szytą koronkę.
Rrrrip.
Dźwięk był obrzydliwie głośny w nagłej ciszy muzyki.
Sarah zatoczyła się do przodu, gwałtownie drgnęła, gdy ktoś nadepnął na jej suknię. Czerwone wino w jej kieliszku rozlało się, rozpryskując ciemną, karmazynową plamę na nieskazitelnie białym gorsecie jej sukni za pięćdziesiąt tysięcy dolarów.
Zespół przestał grać. Zgromadzony okrzyk zassał powietrze z sali.
Sarah stała przez chwilę jak sparaliżowana, patrząc w dół. na czerwoną plamę. Potem odwróciła się gwałtownie. Jej twarz nie była już piękna. Była wykrzywiona, brzydka i demoniczna.
„Ty!” krzyknęła, wskazując drżącym palcem na Mię.