„Zdecydowanie” – zagrzmiał mój ojciec, dołączając do nas. Był już czerwony na twarzy od upału i szkockiej. Położył mi ciężką dłoń na ramieniu, nie z czułości, ale po to, żeby posłużyć mi za podporę, poprawiając but. „Spójrz na nią tam, Eleno. Spójrz na swoją siostrę”.
Poszłam za jego wzrokiem. Sarah stała przy basenie bez krawędzi, otoczona druhnami i fotografami. Miała na sobie suknię szytą na miarę, która była bardziej elementem architektury niż elementem garderoby. To był potwór z koronek, tiulu i kryształów Swarovskiego, który odbijał tropikalne słońce i rozsiewał oślepiające tęcze po pokładzie.
„Wygląda jak księżniczka” – powiedział mój ojciec głosem ochrypłym z dumy. „Złapała wielką rybę. Greg naprawdę dał radę. Dwa miliony dolarów za sam wynajem wyspy! Tak właśnie robi prawdziwy mężczyzna. On zapewnia. On podbija.”
Zwrócił do mnie szyderczy uśmiech. „W przeciwieństwie do ciebie, ledwo wiąże koniec z końcem dzięki tej swojej drobnej księgowości. Nawet nie wiem, jak cię stać na bilet lotniczy. Wykorzystałaś limit na karcie kredytowej? Mam nadzieję, że nie oczekujesz, że cię wyratujemy, kiedy przyjdzie rachunek.”
Zacisnęłam dłoń na szklance. „Dałam radę, tato. Nie martw się o moje finanse.”
„Zawsze się martwię” – prychnął. „Jesteś czarną owcą, Eleno. Zawsze taka byłaś. Zbyt poważna. Zbyt zimna. Nic dziwnego, że jesteś singielką.”
Spojrzałem ponad nimi, szukając pana młodego. Zobaczyłem Grega stojącego przy barze i rozluźniającego krawat. Nie uśmiechał się. Pocił się – obficie. Wyglądał jak człowiek idący na szubienicę, a nie jak ołtarz.
Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, wzdrygnął się. Natychmiast spuścił wzrok, wpatrując się w drinka, jakby kostki lodu skrywały sekrety wszechświata.
Greg wiedział.