Wyraz twarzy Jamesa nieco złagodniał. „Ja też nie. Ale wiem, co się dzieje, gdy pozwalamy im kontrolować narrację”.
Pomyślałem o wiadomościach Marka.
Wszystkich zawstydziłeś.
Możemy to naprawić.
Nie wiem, co słyszałeś.
On już przerabiał rzeczywistość.
Powoli usiadłem z powrotem.
„Jeśli się zgodzę” — powiedziałem ostrożnie — „nie będę wykonywał twoich rozkazów”.
„Nie oczekuję, że będziesz”.
„Wymieniamy się tylko dowodami. Żadnych emocjonalnych gierek. Żadnych fantazji o zemście”.
„Zgoda”.
„A kiedy nadejdzie czas, oboje złożymy dokumenty”.
„Tego samego dnia” – odpowiedział. „O tej samej godzinie”.
Spojrzałam jeszcze raz na teczkę. Nie po pieniądze.
Po dowód, że ktoś zrozumiał cenę tego, co zamierzałam zrobić.
„Trzy miesiące” – powiedziałam.
James cicho odetchnął.
Zamknęłam teczkę.
Do południa byłam z powrotem w domu.
Mark już był w domu.
Stał w kuchni, trzymając delikatnie moją obrączkę w dwóch palcach. Miał rozczochrane włosy. Oczy przekrwione. Przez jedną niebezpieczną sekundę jego widok bolał tak bardzo, że prawie zapomniałam o planie.
Prawie.
„Anno” – powiedział łamiącym się głosem. „Dzięki Bogu”.
Postawiłam walizkę. „Potrzebowałam przestrzeni”.
„Byłam przerażona”. Podszedł bliżej. „Zniknęłaś w Wigilię. Moja matka wpadła w histerię”.
„Jestem pewna, że Patricia to uwielbiała”.
Jego wyraz twarzy się naprężył. „To niesprawiedliwe”.
Nie, pomyślałam. Sprawiedliwe byłoby zaciągnięcie go wczoraj wieczorem do jadalni i zmuszenie do wyjaśnienia ciąży Jessiki przy antrykotu.
Zamiast tego spuściłam wzrok jak kobieta zbyt zrozpaczona, by walczyć.
„Coś słyszałam” – powiedziałam ostrożnie. „Nie wiem, co słyszałam”.
Mark zamarł.
Potem podszedł bliżej, sięgając po moje dłonie. Pozwoliłam mu je trzymać.
„Źle mnie zrozumiałaś” – powiedział szybko. – „Chodziło o pracę. Jessica zmaga się z czymś skomplikowanym, a ja próbowałam jej pomóc”.
Spojrzałam na niego z perfekcyjnie wykreowanym zmieszaniem.
„Jest w ciąży?”
Gardło mu drgnęło.
„Myślała, że może być” – powiedział. „To nie moje, Anno. Przysięgam na Boga”.
Kłamstwo wtargnęło do pokoju tak płynnie, że niemal je podziwiałam.
„Nie wiem, w co wierzyć” – wyszeptałam.