„Uczestniczyłeś w wizytach prenatalnych z kochanką, mówiąc żonie, że jesteś w pracy”.
„Byłem zdezorientowany”.
„Powiedziałeś Jessice Vance, że złożysz pozew o rozwód po Nowym Roku, jednocześnie mówiąc żonie, że ją kochasz i chcesz naprawić małżeństwo”.
Spuścił wzrok.
Helen pozwoliła, by cisza się uspokoiła.
Potem zapytała cicho: „Panie Whitmore, czy był pan zdezorientowany, czy okłamywał obie kobiety, dopóki było to dla pana korzystne?”.
Jego adwokat zaprotestował.
Ale Mark już odpowiedział miną.
Wyrok zapadł sześć tygodni później.
Helen zadzwoniła do mnie w deszczowy czwartkowy poranek.
„Anno” – powiedziała – „wygraliśmy”.
Siedziałam przy moim nowym kuchennym stole. Dwa tygodnie wcześniej przeprowadziłam się do krótkoterminowego wynajmu, ponieważ nie mogłam już oddychać w starym domu pełnym duchów.
Helen dokładnie wyjaśniła wyrok.
Pomyślny podział majątku. Znaczne odszkodowanie. Zwrot za sprzeniewierzone fundusze małżeńskie. Koszty sądowe. Sąd uznał Marka za głównego winowajcę rozpadu małżeństwa i przyznał Jessice rolę w świadomym ingerowaniu w jego przebieg. Dom miał zostać sprzedany. Otrzymam większą część. Mark zapłaci. Jessica zapłaci.
Kwoty były wystarczająco duże, by mieć znaczenie.
Ale nie na tyle duże, by zwrócić mi dziesięć lat życia.
Podziękowałam Helen, rozłączyłam się i znowu płakałam.