Głos dochodził z mojej prawej strony.
Przy moim stoliku stał mężczyzna. Około czterdziestki. Wysoki. Szary płaszcz. Garnitur szyty na miarę. Ciemnoblond włosy zaczesane do tyłu. Miał opanowaną twarz, ale jego oczy wyglądały dokładnie tak, jak moje.
„Kim pan jest?” zapytałam.
Położył wizytówkę na stole.
James Carter.
„Moją żoną” – powiedział – „jest Jessica Vance”.
To nazwisko wpadło między nas jak naładowana broń.
Wpatrywałam się w niego. „Więc chyba już wiesz, kim jest mój mąż”.
„Wiem”. Usiadł naprzeciwko mnie, nie pytając. „I wiem, gdzie był wczoraj wieczorem, zanim pojechał do rodziców. Wiem, gdzie był w zeszły wtorek. Wiem, gdzie był siedemnastego listopada. Wiem, za który pokój hotelowy zapłacił kartą z numerem 9142”.
Ściskało mnie boleśnie.
James otworzył skórzaną teczkę i przesunął kilka zdjęć po stole.
Mark i Jessica wchodzą do restauracji.
Mark i Jessica wychodzą z hotelu.
Mark i Jessica całują się na parkingu.
Dłoń Marka spoczywa na dolnej części pleców Jessiki.
Jessica patrzyła na niego, jakby ufała mu bardziej niż mężczyźnie siedzącemu naprzeciwko mnie.
Każde zdjęcie było opatrzone datą.
15 października
22 października
3 listopada
17 listopada
6 grudnia
19 grudnia
To nie był błąd. To było zupełnie drugie życie.
„Zatrudniłem detektywa” – powiedział James. „Potrzebowałem dowodów, zanim zacznę działać”.
Podniosłam na niego wzrok. „Jest w ciąży”.