Zamiast tego byłam wdzięczna kobiecie, która przetrwała tam wystarczająco długo, by odejść.
Zamknęłam drzwi wejściowe i oddałam klucze agentce nieruchomości.
Za ugodę, moją część domu i pieniądze, które James dał mi w ramach naszej prywatnej umowy, kupiłam małe mieszkanie z widokiem na Hudson. Miało szerokie okna, stare drewniane podłogi i kuchnię akurat wystarczająco dużą dla kobiety, która już nie gotowała dla kłamców.
Sama dobrałam każdy szczegół.
Jasnoszara sofa. Lniane zasłony. Okrągły dębowy stół. Niebieskie naczynia. Żadnych zdjęć ślubnych. Żadnych mebli odziedziczonych po Patricii. Żadnego ekspresu do kawy z bolesnymi wspomnieniami.
Tylko przestrzeń.
Poranek stał się moją ulubioną częścią dnia.
Obudziłam się przed wschodem słońca, zaparzyłam kawę i patrzyłam, jak rzeka srebrzy się w świetle. Wróciłam do nauczania ze spokojem, który zauważyli moi uczniowie przede mną. Pewnego popołudnia jedna dziewczyna została po lekcjach i powiedziała: „Wydaje się pani teraz szczęśliwsza, pani Whitmore”.
O mało nie poprawiłam jej nazwiska.
Potem się uśmiechnęłam.
„Jestem”.
W sierpniu zmieniłam imię z powrotem na Anna Ellis.
Kiedy pierwszy raz napisałam je na formularzu, moja ręka lekko się zatrzymała.
Potem litery przyszły naturalnie.