„Nie składaj jeszcze dokumentów” – powiedział. „Nie konfrontuj się z Markiem. Nie powiadamiaj Jessiki. Niech myślą, że są bezpieczni”.
Wstałam tak szybko, że moje krzesło głośno zaskrzypiało o podłogę. „Myślisz, że możesz mnie kupić?”
„Nie”. James mówił spokojnie. „Myślę, że zasługujesz na rekompensatę za to, o co cię proszę, żebyś przeżył”.
„A o co właściwie prosisz?”
„O czekanie. O zbieranie dowodów. O pozwolenie im na dalsze popełnianie błędów”.
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
Kontynuował spokojnie, bezlitośnie. „Jeśli złożysz wniosek dzisiaj, Mark wpadnie w panikę. Ostrzega Jessicę. Jessica wpada w panikę. Kasują wiadomości, przelewają pieniądze, niszczą dowody, przerabiają terminy, zrzucają winę na stres, nazywają to chwilową utratą kontroli nad sytuacją. Ale jeśli poczekamy, ich romans stanie się nie do zaprzeczenia. Wynajem mieszkań, wizyty lekarskie, nadużycia finansowe, powtarzające się oszustwa, publiczne ujawnienie. Im bezpieczniej się czują, tym bardziej niechlujni się stają.”
„Oczekujesz, że będę z nim mieszkać?”
„Muszę z nią mieszkać.”
Ta odpowiedź całkowicie mnie uciszyła.
Po raz pierwszy dostrzegłem wyczerpanie pod wypolerowaną powierzchownością Jamesa Cartera. Nie był jakimś zimnym złoczyńcą z dramatu prawniczego. Był mężczyzną, którego żona nosiła dziecko innego mężczyzny, prawdopodobnie śpiąc obok niego każdej nocy.
„Już rozmawiałeś z prawnikami” – powiedziałem cicho.
„Tak. Kilku.”
„I powiedzieli ci, że to mądre?”
„Powiedzieli mi, że dowody wygrywają. Emocje przegrywają.”
Spojrzałem na pieniądze. „Po co mnie w to mieszać?”
„Bo jeśli podejmiesz działania, zanim będę gotowy, moja sprawa straci na znaczeniu. A jeśli ruszę, zanim ty będziesz gotowy, twoja też straci na znaczeniu”. Lekko pochylił się do przodu. „Ale jeśli oboje złożymy pozew razem…
eter — tego samego dnia, o tej samej godzinie — Mark i Jessica nie będą mieli czasu, żeby się nawzajem chronić”.
Pomysł był okropny.
Pomysł był idealny.
Trzy miesiące. Dziewięćdziesiąt dni udawania. Dziewięćdziesiąt dni wspólnego śniadania z kłamcą, spania obok zdrady, uśmiechania się, gdy planował założyć nową rodzinę.
„Nie wiem, czy dam radę” — przyznałem.