„Słyszałem cię w werandzie”.
„Anno…”
„Słyszałam, jak jej powiedziałaś, że to twoje dziecko. Słyszałam, jak obiecałaś, że złożysz wniosek po Nowym Roku. Słyszałam, jak pytałaś, czy James wie.”
Opadł ciężko na krzesło.
„Mogę wyjaśnić.”
„Nie” – powiedziałam cicho. „Możesz mówić. To nie to samo.”
Zakrył twarz obiema dłońmi.
Przez ułamek sekundy widziałam chłopaka, którego poślubiłam. Przestraszonego. Osaczonego. Mniejszego od swoich kłamstw.
A potem jego
Zadzwonił telefon.
Jessica.
Wpatrywał się w ekran, jakby miał go ugryźć.
„Odbierz” – powiedziałam.
Oddał.
Nawet z miejsca, w którym stałam, słyszałam jej głos – wysoki, wściekły, spanikowany.
„Mark, James wie wszystko! Złożył pozew! Pozywa mnie! Co powiedziałeś Annie?”
Mark zamknął oczy.
„Nic jej nie powiedziałem” – mruknął.