„Chciałem cię chronić”.
Zaśmiałem się.
Oschłym, pozbawionym radości śmiechem.
„Chce mnie chronić? Przed człowiekiem, który mnie uratował?”
Spuścił głowę.
„Przed tym, co z nim związane”.
W pokoju zrobiło się zimniej.
„Więc mów”.
Mathieu zdjął płaszcz i położył go na krześle.
Przez kilka sekund wyglądał jak dziecko zmuszone do wyznania winy, którą nosiło w sobie o wiele za długo.
„W noc pożaru mój ojciec pracował jako ochotniczy strażak w Lyonie. Jeszcze nie przeprowadził się do Paryża. Znał twoją rodzinę”.
Serce mi zamarło.
„Znał moją matkę?”
Mathieu skinął głową.
„Tak. Bardzo dobrze”.
Poczułem, jak ściska mnie w gardle.
Pan Delcourt zamrugał szybko, jakby próbował przemówić oczami.
Jego ciało było nieruchome.