Tym razem wzięłam go za rękę.
Nie dlatego, że wszystko zostało zapomniane.
Ale dlatego, że prawda w końcu przestała nas dzielić.
I gdzieś w moim sercu siedmioletnia dziewczynka nie była już uwięziona w płonącym pokoju.
Wybiegała na zewnątrz.
Żywa.
Wolna.
W mojej pamięci pozostał nie tylko zapach dymu…
ale także tatuaż mężczyzny, który nosił jej przyszłość na ramieniu.