„Znalazł cię w twoim pokoju. Wyniósł cię na ulicę”. Wrócił szukać twojej matki, ale dom zawalił się, zanim zdążył się podnieść.
Pan Delcourt zamknął oczy.
Jego twarz wykrzywił grymas bólu.
Dwadzieścia sześć lat.
Dwadzieścia sześć lat przeżywania na nowo tych samych drzwi.
Tych samych schodów.
Tej samej kobiety, której nie udało mu się uratować.
Przeszedłem do łóżka wbrew mojej woli.
„Dlaczego moja babcia mówiła, że Delcourtowie zniszczyli naszą rodzinę?”
Mathieu z trudem przełknął ślinę.
„Bo to była prawda. Ale nie tak, jak myślała.”
Wyjął klucz z kieszeni.
Mały, czarny klucz.
Potem otworzył dyskretną przegródkę w starej szafie ojca.
W środku było metalowe pudełko.
Wycinki z gazet.
Listy.
Raport policyjny.
I kaseta magnetofonowa.
Nigdy wcześniej nie widziałem kasety, poza starymi filmami.
Mathieu podniósł ją, jakby mogła poparzyć palce.
„Mój ojciec spędził całe życie, próbując udowodnić, że to Gérard zlecił podpalenie. Ale Gérard miał znajomości. Prawników. Wybranych urzędników. Pieniądze. Sprawę zatuszowano.”
„A twój ojciec?”
„Został oskarżony o niewłaściwe postępowanie podczas operacji. Niektórzy nawet sugerowali, że pozwolił twojej matce umrzeć.
„To nieprawda”.
Moja odpowiedź padła natychmiast.