„Proszę się nie martwić”, wyszeptałem. „Jestem tutaj”.
Jego oczy zwróciły się ku mnie z bolesną powolnością.
Nie wiedziałam, czy błaga mnie, żebym wyszła, czy dziękuje za to, że zostałam.
Zamknęłam za sobą drzwi.
Przygotowałam miskę z letnią wodą. Czyste ręczniki. Miękką myjkę. Świeżą piżamę. Lekko uchyliłam okno, żeby wpuścić zimne grudniowe powietrze.
Na zewnątrz Paryż był szary.
W dole samochody sunęły aleją, jakby świat toczył się spokojnie, nieświadome, że moje życie zaraz rozpadnie się w cichym pokoju.
Drżały mi ręce.
Nie tylko z powodu Mathieu.
Nie tylko z powodu złamanej obietnicy.
Drżawiłam, bo gdy zbliżyłam się do tego mężczyzny, odżyło we mnie stare uczucie.
Dziecinny strach.
Zapach dymu.
Trzeszczący dźwięk.
Odległy krzyk.
Wzięłam głęboki oddech.
„Będę delikatny, dobrze?”
Mrugnął.