Nie ufaj Vikramowi. Ratuj Tarę.
Na chwilę cały świat stał się tymi sześcioma słowami.
Syreny.
Uzbrojona policja.
Tara płacze na tylnym siedzeniu.
Moja siostra stoi na środku pasa, wciąż trzymając w dłoni żółtą spinkę do włosów mojej córki.
Wszystko znika za pismem Nishy.
Nie ufaj Vikramowi. Ratuj Tarę.
Mój telefon wciąż był przyciśnięty do ucha.
„Aanya?” zapytał Vikram. „Co się stało? Czemu milczysz?”
Nie mogłam odpowiedzieć.
Uniosłam wzrok do lusterka wstecznego.
Tara szlochała teraz cicho, ściskając w dłoniach paski pasa bezpieczeństwa. W bocznej kieszeni jej różowej sukienki urodzinowej, gdzie schowana była karteczka, znajdowała się również drobna plama czekoladowego lukru.
Ktoś dotknął mojej córki na tyle blisko, że wsunął jej do kieszeni ostrzeżenie.
Moja siostra stała tuż obok niej.
Moja siostra, która trzymała mnie za mocno za nadgarstek.
Moja siostra, która uśmiechała się, gdy dwóch obcych mężczyzn stało w jej domu.
Moja siostra, która napisała mi liścik, żebym nie ufała mężowi.
„Aanya” – powiedział Vikram ponownie, tym razem ostrzej – „jedź”.
Wyjrzałam przez przednią szybę.
Policjant biegł w kierunku mojego samochodu z uniesioną ręką.