Inspektor Sethi chwycił telefon i włączył głośnik, dając pozostałym znak, żeby byli cicho.
Vikram kontynuował: „Mówiłem wam, żebyście odjechali. Nigdy nie słuchacie, kiedy to ważne”.
Palnęło mnie w gardle.
„Tara jest waszą córką”.
Zapadła cisza.
Potem westchnął.
„Tak. Dlatego starałem się, żeby było czysto”.
Czysto.
To słowo coś we mnie zrobiło.
Wypaliło ostatni miękki zakątek, w którym kryła się miłość.
„Co utrzymać w czystości?”
„Nie zrozumielibyście”.
„To mi to wyjaśnijcie”.
Na zewnątrz funkcjonariusze znów się ruszyli. Jedna grupa skradała się w kierunku bocznej furtki. Inna trzymała tarcze w pobliżu
Wejście.
Vikram powiedział: „Byłem winien ludziom pieniądze”.
Nisha wyszeptała: „Nie. Nie wierz…”
Inspektor Sethi uniósł rękę.
„Interesy szły źle” – kontynuował Vikram. „Zawarłem umowę. Tymczasową. Tara nigdy nie miała zostać skrzywdzona”.
Usta wypełniły mi się trucizną.
„Dokąd ją zabierali?”
„Do bezpiecznego miejsca, dopóki nie zapłacę”.
„Tara ma sześć lat”.
„Wiem, ile lat ma moja córka!” krzyknął i po raz pierwszy maska się zsunęła. „Myślisz, że tego chciałem? Myślisz, że chciałem, żeby twoja głupia siostra się wtrąciła?”
Nisha zamknęła oczy.
Spojrzałem na siostrę.