Mężczyzna pociągnął Kiarę do tyłu, w kierunku szarego samochodu, który pojawił się na rogu po wybuchu.
Jego tylne drzwi się otworzyły.
Przez ułamek sekundy, przez dym i migające światła, zobaczyłem twarz kierowcy.
Vikram.
Spojrzał na mnie.
Nasze oczy spotkały się po drugiej stronie płonącego pasa.
Bez wstydu.
Bez przeprosin.
Tylko kalkulacja.
Potem jego wzrok powędrował ku Tarze w moich ramionach.
I uśmiechnął się.
Nie jak ojciec.
Jak człowiek, który zgubił jeden plan, a znalazł inny.
Szary samochód z Kiarą w środku odjechał z piskiem opon.
Krzyk Nishy podążał za nim ulicą.
Inspektor Sethi pobiegł w stronę swojego pojazdu, krzycząc rozkazy.
Drzwi furgonetki otworzyły się gwałtownie.
„Ruszaj się! Musimy cię natychmiast przenieść!”
Nisha osunęła się na mnie, trzęsąc się tak mocno, że ledwo mogłam ją utrzymać.
Tara wyszeptała: „Mamo, dokąd tata zabiera Kiarę?”
Spojrzałam na dym.