Na płonącego jeepa.
Na zniszczone balony unoszące się nad domem mojej siostry.
Na drogę, gdzie mój mąż zniknął z moją siostrzenicą, bo nie mógł dosięgnąć mojej córki.
I coś we mnie zamarło.
Nie było spokojnie.
Nie było spokojnie.
Coś ostrzejszego.
Coś, czego nigdy więcej nie oszuka złożony paragon, łagodny głos ani mężczyzna, który pamiętał o terminowym płaceniu rachunków za prąd.
Inspektor Sethi odwrócił się do mnie.
„Pani Malhotra, potrzebujemy wszystkiego, co pani wie. Każdego konta. Każdego przyjaciela. Każdego miejsca, do którego mógłby pójść.”
Pocałowałem Tarę w czoło.
Potem spojrzałem na siostrę.
Nisha uniosła zniszczoną twarz.
Latami kłóciliśmy się o głupoty.
Uwaga matki.
Stare sari.
Kto zapomniał, czyje urodziny.
Ale teraz jej dziecko odeszło, bo uratowała moje.
Jej ręka odnalazła moją w dymie.
Ścisnąłem ją mocno.
„Znam jedno miejsce” – powiedziałem.
Inspektor Sethi spojrzał na mnie.