Siostrę, w którą wątpiłem.
Siostrę, która ryzykowała swoją córkę, swoją matkę, cały dom, żeby wcisnąć mojemu dziecku sześć słów do kieszeni.
Wyciągnąłem rękę przez furgonetkę i wziąłem ją za rękę.
Natychmiast się załamała, płacząc w ramię, żeby Tara nie widziała.
Głos Vikrama zniżył się.
„Aanya, posłuchaj mnie. Oddaj Tarę mężczyźnie na rogu. Ty i ja jeszcze możemy to naprawić”.
Inspektor Sethi nachylił się do telefonu, milcząc i słuchając.
„Jesteś blisko domu?” zapytałem.
Kolejna pauza.
Za długa.
Potem Vikram powiedział: „Jestem wszędzie tam, gdzie ty”.
Wzrok inspektora powędrował w stronę dachów.
Dał ostry sygnał.
Funkcjonariusze odwrócili się, skanując balkony, tarasy i zaparkowane samochody.
Cierp mi przeszedł.
Uliczka na zewnątrz była pełna mundurów, syren i broni.
A jednak nagle poczułem, jakby Vikram stał tuż za mną.
Wtedy z zewnątrz dobiegł krzyk.
„Ruch na tarasie!”
Strzały rozległy się na ulicy.
Tara krzyczała tak głośno, że nie wydobył się z niej żaden dźwięk.
Nisha rzuciła się na nas obie.
Inspektor Sethi zatrzasnęła drzwi furgonetki.
Przez okno zobaczyłam mężczyznę biegnącego po dachu Nishy.