Tara.
Zakończyłam rozmowę.
Telefon natychmiast zaczął dzwonić ponownie.
Vikram.
Wyłączyłam go.
Potem otworzyłam szybę.
Funkcjonariusz lekko się pochylił, jego wyraz twarzy był stanowczy, ale nie okrutny.
„Nazywam się inspektor Kabir Sethi. Czy pani jest Aanya Malhotra?”
Skinęłam głową.
„Czy to Tara Malhotra?”
Zacisnęłam dłonie na kierownicy. „Skąd pani zna imię mojej córki?”
Jego wzrok powędrował raz w stronę domu, a potem z powrotem na mnie.
„Dała nam to twoja siostra”.
„Moja siostra?”
„Tak”.
Zerknęłam mu przez ramię.
Nisha już się nie uśmiechała.
Dwóch funkcjonariuszy podeszło do niej. Jeden wyjął jej z ręki żółty magazynek. Drugi coś do niej mówił, ale ona patrzyła prosto na mnie, nie na nich.
Na jej twarzy malowało się przerażenie.
Ale też ulga.
„Proszę pani” – powiedział inspektor Sethi – „proszę pani wysiąść z córką i iść za radiowozem”.
„Zadzwonił do mnie mój mąż” – powiedziałam. Mój głos brzmiał jakby ktoś inny go używał. „Kazał mi wyjść”.
Wyraz twarzy inspektora się zmienił.
Niewiele.
Ale wystarczająco.
„Kiedy?”
„Pięć minut temu. Może dziesięć”.
„Co powiedział?”
Uniosłam kartkę drżącymi palcami.
„To było w sukience Tary”.