Przeczytał to raz.
Potem zacisnął szczękę.
„Wysiadaj z samochodu”.
„Muszę wiedzieć, co się dzieje”.
„Pani siostra próbuje się z nami skontaktować od trzech dni” – powiedział szybko. „Straciliśmy z nią kontakt dziś rano. Przyjęcie urodzinowe miało się nie odbyć”.
„Co masz na myśli, mówiąc, że nie powinno się to wydarzyć?”
Zanim zdążył odpowiedzieć, powietrze rozdarł głośny trzask.
Nie petarda.
Nie trzask drzwi.
Strzał.
Tara krzyknęła.
Inspektor Sethi otworzył moje drzwi i pociągnął mnie na dół tak szybko, że kolana dotknęły jezdni. Inny funkcjonariusz otworzył tylne drzwi i wyciągnął Tarę. Wyciągnęła do mnie ręce, krzycząc.
„Mamo!”
„Jestem tutaj!” krzyknęłam.
Funkcjonariusz wziął ją na ręce i popchnął nas za policyjnego jeepa.
Na drodze zapanował chaos.
Funkcjonariusze krzyczeli.
Ktoś w domu krzyknął.
Na parterze rozbiło się okno.
Różowe balony wyleciały przez potłuczone szkło i pofrunęły w płonące popołudnie niczym kawałki zrujnowanej imprezy urodzinowej.
Moja mama wciąż była w środku.
Mój wujek.
Moi kuzyni.
Dzieci.
Kiara.
Córka Nishy.
Moja siostrzenica.
Próbowałam wstać, ale inspektor Sethi mnie przycisnął.
„Trzymaj się nisko”.
„Moja rodzina jest w środku!”
„Wiemy”.
„Co się tam dzieje?”