„Aanya—”
Spojrzałam na nią i po raz pierwszy tego dnia nie zobaczyłam idealnej siostry, uśmiechniętej gospodyni, kobiety, która wystraszyła mnie przy drzwiach.
Zobaczyłam matkę.
Krwawiącą tak samo jak ja.
„Zabrał twoją córkę, bo uratowałaś moją” – powiedziałam. „Teraz ją z powrotem poskładamy”.
Na zewnątrz ostatni różowy balonik pękł, uderzając o linię energetyczną.
Dźwięk był cichy.
Ale każdy policjant się odwrócił.
Każda matka drgnęła.
A gdzieś poza dymem, poza syrenami, poza płonącym kształtem życia, które zdawało mi się, że prowadzę, czekał mój mąż z jednym dzieckiem, które mógł skrzywdzić, i jednym, którego wciąż pragnął.
Północ była zaledwie siedem godzin drogi