Tara płakała mi w szyję.
„Mamo, chcę do domu”.
Chciałam jej powiedzieć, że tak zrobimy.
Ale nagle nie wiedziałam, gdzie jest dom.
Za nami otworzyły się drzwi czarnego policyjnego furgonetki.
„Do środka” – rozkazał policjant.
Wsiadłam do środka z Tarą. Furgonetka pachniała kurzem, metalem i dawnym strachem. Przez małe, zakratowane okno widziałam front domu Nishy.
Moja siostra leżała teraz na ziemi, za zaparkowanym samochodem, szybko rozmawiając z inspektor Sethi. Trzęsły jej się ręce. Funkcjonariusz zdjął jej bransoletki, być może szukając czegoś, być może uwalniając jej nadgarstki. Wskazała na balkon na piętrze.
Potem wskazała na mnie.
Minutę później pobiegła do furgonetki.
Funkcjonariusz próbował ją zatrzymać, ale inspektor Sethi skinęła głową.
Nisha weszła do środka, włosy rozpuściły się jej z idealnego koka, szminka była rozmazana, a jeden policzek był czerwony, jakby ktoś ją uderzył.
Tara uniosła głowę.
„Masi?”
Twarz Nishy się skrzywiła.
„Och, moje maleństwo.”
Odciągnęłam Tarę, zanim siostra zdążyła jej dotknąć.
Nisha zamarła.
Ból w jej oczach był prawdziwy.
Ale ten list też.
Tak samo mocny był jej uścisk na moim nadgarstku.
Tak samo jak ci mężczyźni w jej domu.
„Co się dzieje?” – zapytałam.
Nisha spojrzała na zamknięte drzwi vana.
Potem na mnie.