Adrien zawsze potrzebował kilku sekund, żeby wymyślić kłamstwo, które mogłoby go uratować.
„Claire, posłuchaj. Jeśli to prawda, zajmę się tym. Porozmawiam z Camille. Przeproszę. Ale nie ma potrzeby angażować prawników. Jesteśmy mężem i żoną”.
„Już nie jesteśmy”.
„Nie możesz tak po prostu wszystkiego zniszczyć!”
„To nie ja wszystko zniszczyłam”.
Mój głos pozostał cichy.
„Jesteś, kiedy podniosłeś na mnie rękę”.
Rozłączyłam się.
O dziesiątej spotkanie z inwestorami rozpoczęło się bez Adriena.
Przyszedł spóźniony, spocony, nieogolony, z zaczerwienionymi oczami.
Wszedł do pokoju tak, jak zawsze wchodził wszędzie: próbując zająć więcej miejsca, niż na to zasługiwał.
Za nim szła Hélène, z perłami, kremowym garniturem i rozpaczą ukrytą pod grubą warstwą podkładu.
Camille nie było.
Oczywiście, że nie.
Kobiety takie jak ona zawsze wiedzą, kiedy opuścić statek.
Siedziałam na czele stołu.
Adrien zamarł, gdy mnie zobaczył.
„Co ty tu robisz?”
Mój ojciec odpowiedział za mnie.
„Jest tam, gdzie zawsze. Rządzi”.
Inwestorzy wymienili spojrzenia.