„Jestem spokojna”.
To słowo zdawało się go boleć.
Może dlatego, że spokój był właśnie tym, czego nie dało się kupić za żadne pieniądze po całym życiu złych decyzji.
„Przepraszam” – powiedział.
Nie wiem, czy tym razem był szczery.
Może.
Ale spóźniona szczerość nie odbuduje kobiety, która musiała pozbierać się do kupy.
„Ja też” – odpowiedziałam. „Przez długi czas”.
Skinął głową.
„A teraz?”
Uśmiechnęłam się lekko.
„Teraz już nie jestem spokojna”.
Zostawiłam Adriena na środku salonu, ze wszystkimi słowami, których nigdy nie zdołał wypowiedzieć we właściwym momencie.
Kiedy odjeżdżałem, mój kierowca otworzył przede mną drzwi czarnego sedana.
Zanim wsiadłem, spojrzałem na oświetlony budynek, a potem na miasto, które było świadkiem mojego upadku i odbudowy.
Tej nocy zrozumiałem coś, czego nie nauczyłaby mnie żadna rezydencja, żadna korporacja ani żadne konto bankowe.
Nie stracili wszystkiego, bo się zemściłem.