Jeden po drugim mężczyźni, którzy jeszcze dzień wcześniej śmiali się z jego żartów, zaczęli unikać jego wzroku.
Hélène próbowała interweniować.
„Panowie, dajcie spokój, to sprawa rodzinna. Moja synowa jest zraniona, a kobiety są zranione…”
Podniosłem rękę.
Zamilkła.
Nie dlatego, że mnie szanowała.
Bo zrozumiała, że po raz pierwszy mam siłę, by zmusić ją do wysłuchania mnie.
„Uważaj, co mówisz, Madame de Beaumont”.
Przełknęła ślinę.
„Claire…”
„Nie. Teraz powiesz moje pełne imię. Tak jak wtedy, gdy chciałaś mi przypomnieć, że nie jestem prawdziwą Beaumont”.
W pokoju zapadła cisza.
„Powiedz to”.
Jej usta zadrżały.
„Claire Moreau”.
„Jeszcze raz”.
Spojrzała na mnie z nienawiścią.