Moja starsza siostra.
Ta, która czesała mnie przed szkołą, kiedy byłyśmy małe. Ta, która pożyczyła mi swój welon w dniu mojego ślubu. Ta, która płakała na szpitalnych korytarzach, mówiąc wszystkim, że oddałaby życie, żeby uratować moje.
Jej obcasy stukały o kafelki.
Wtedy przed nią pojawiły się jej perfumy.
Drogie, paryskie, przesadnie słodkie perfumy, które z dumą nazywała „zapachem sukcesu”.
„Niech się z nią pożegna” – powiedziała Camille. „Notariusz zaraz tu będzie”.
Adrien westchnął.
„Lekarz był czysty. Nie zamierzam płacić za tygodnie opieki, żeby utrzymać przy życiu pustą skorupę”.
Pusta skorupa.
Te słowa paliły mnie niczym gorący nóż w gardle.
Chciałem otworzyć oczy.
Chciałem krzyknąć do niego, że jestem.
Że wszystko słyszę.
Że nie umarłem.